nawiedzony_dom_na_wzgorzu_shirley_jackson

Książek z kategorii horror nigdy nie traktowałem poważnie – nie sądziłem aby słowo czytane było w stanie mnie w jakikolwiek sposób przestraszyć. W końcu to przecież obraz jest głównym czynnikiem wywołującym strach, który jest uzupełniany między innymi przez nastrojową muzykę. Zachęcony jedynie ciekawie zrealizowanym serialem, postanowiłem na własnej skórze przekonać się jak to jest bać się słów. Czy rzeczywiście jest się czego bać?


Zaczynając od samego początku – przekonujące to nie jest. Doktor Montague, postanawia zaprosić nieznanych sobie ludzi do starego, mrocznego domu na wzgórzu, w którym podobno straszy. W tym celu tworzy listę osób, mieszczącą kilkanaście nazwisk. Jednak jedynie dwie kobiety – Theodora i Eleanora są na tyle odważne (lub prowadzą na tyle nudne życie) aby na parę tygodni wyruszyć w nieznane. Na miejscu jest również Luke, spadkobierca domu.


Już pomijając logikę tych dwóch kobiet, które jadą do obcego miasta do człowieka, który równie dobrze mógł okazać się seryjnym mordercą, przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron nie dzieje się tu kompletnie nic. Mam na myśli całkowite, zupełne – NIC. Akcja rozkręca się w tempie ślimaczym i dopiero w połowie książki dostajemy przerażające pukanie do drzwi.


Wspomnianej wcześniej logiki nie doszukamy się również u doktora, który zafascynowany strasznym domem nie pokusił się o jakiś konkretny sprzęt do badania zjawisk paranormalnych, lub chociażby najzwyklejszą kamerę. Wychodzi na to, że tak naprawdę nie zależało mu na rozwiązaniu tajemnicy.


Kolejnym elementem, są tutaj irytujące dialogi, w których często się gubiłem i nie byłem w stanie stwierdzić o czym tak naprawdę bohaterzy mówią. Nie przeszkadzało to jednak w odbiorze powieści, gdyż nie odgrywały one (niestety) żadnej znaczącej roli – można by w sumie pominąć wszystkie dialogi. Sens książki znajduje się poza nimi. Podobnie sprawa miała się z główną bohaterką Eleanorą, której myśli wsiąkły na stałe w karty powieści. Są chaotyczne i niezrozumiałe. Może to właśnie chciała autorka przekazać tą postacią, zagubienie i obłąkanie, ale wyszło bardzo nieudolnie.


Jak wspomniałem na początku, muzyka odgrywa ważną rolę w odczuciu klimatu, dlatego podczas czytania w zaciemnionym pokoju, włączyłem budzące grozę pianistyczne kawałki. I chyba tylko dzięki temu byłem w stanie odczuć coś więcej oprócz niechęci do książki. Mimo wszystko, byłem w stanie odczuć napięcie – a o to chyba w horrorach chodzi.


Zakończenie to najgorsza część powieści. W moim odczuciu nic nie wyjaśnia, wymaga rozwinięcia. Po końcowej scenie, akcja powinna nabrać tempa i zacząć w końcu objaśniać o co tak naprawdę tak chodzi. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Więc czytelnik nie ma co liczyć, że dowie się kto walił w te drzwi.


O tej książce można by napisać znacznie więcej, niestety raczej negatywnie, dlatego pozwolę sobie na tym poprzestać. Aczkolwiek, jako pierwszy horror jaki przeczytałem w życiu – powieść stanęła na wysokości zadania i obudziła we mnie rządzę kolejnych tworów grozy. Nie jest to jednak lektura najwyższych lotów.


Opinia do przeczytanie również na Lubimyczytać.pl

Moja ocena:
Słowa kluczowe: Najlepsze, Horrory, 2018, Straszny, Dom, Netflix
Autor: Luke Blake
Data: 2018-12-11


Komentarze na temat Krzywy pałac na wyżynie, czyli Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson





Facebook





@ 2018